Co za radość! Umówiła się z przyjaciółką na wycieczkę w góry!
Tak dawno się nie widziały. Tylko rozmowy przez telefon. Co prawda trwające dwie, trzy godziny i często zarywające noce, ale to tylko telefon. Na święta wielkanocne, jak i zresztą bożonarodzeniowe, rozchorowała się i nie pojechała do rodzinnego miasta. A teraz Iwa zgodziła się na łatwą prostą trasę, żeby H mogła nadążyć, i żeby nie zepsuła się bardziej ;_)) Po wypadku miała kłopoty ze stawami, kręgosłupem i ogólnie z kośćmi. Ale czy można zepsuć się bardziej na wycieczce z ukochaną przyjaciółką? Było cudownie, pogoda dopisała jak rzadko kiedy, trasa była przepiękna, nawet turystów było w sam raz, bez tłumów. Iwa parę razy głośno wypowiedziała się o mijanych ludziach, może mało empatycznie, ale zawsze w punkt. Tylko raz zareagowała (według H) zbyt agresywnie, kiedy gość wepchnął się przed nią w kolejkę po piwo, choć tłumaczył się, że zajął ją wcześniej.
Wracając, Iwa podkreślała kilka razy jak ta wycieczka, mimo wszystko, jej się podobała. Mimo, że to nie jej tempo, mimo, że trasa mało spektakularna, mimo, że nie zrobiła sobie żadnych fotek. Zrobiła fotkę H. i H. cieszyła się „jak głupia”. Tylko po powrocie zobaczyła zaczerwienioną wysypkę na mostku w okolicy serca… .
Ach, znów ta wysypka, jej ciało często reagowało nadmiernie, szczególnie skóra. Była taka nadwrażliwa !
I, może, kolejny raz zlekceważyłaby swoje ciało, gdyby nie to, że wysypka zaczęła swędzieć, mocno swędzieć. Swędzenie to taki rodzaj biologicznego czucia pomiędzy łaskotkami a bólem, jakby ciało nie wiedziało, czy chce mu się śmiać czy płakać.
Nie pozostało jej nic innego, jak usiąść ze sobą na kawie i zapytać, co, tak naprawdę, w głębi siebie czuje, jaka jest jej prawda o tym co się wydarzyło, o przyjaciółce i o tej relacji.
Hrabina.
P.S. Hrabina to co najmniej tak swędzący pseudonim, jak Iwka 😉

