ZDRADA

Przejrzała go. Już mu nie wystarczała. Już nie patrzył na nią jak dawniej,  nie zagadywał żartobliwie, nie podszczypywał, nie robił łóżkowych aluzji. I nie patrzył jej w oczy. Na zewnątrz nic się nie zmieniło, ale ona już wiedziała, że gdzieś jest ta trzecia. Ta trzecia, której patrzył w oczy, którą zagadywał, której towarzystwa pożądał,….i którą chciał.

Cokolwiek to znaczyło. Permanentny niepokój, jaki towarzyszył jej od pewnego czasu, nabierał kształtu. Już mogła się o coś oprzeć, nad czymś myśleć. No i właśnie ta myśl, to przeczucie, że zostanie sama, SAMA, SAMA (!) otwierało czeluść tak czarną, tak przerażającą, że czuła jakby coś chciało ją pochłonąć, jakby zapadała się w bezmiar kosmosu bez żadnej nadziei złapania się czegoś. Jak najszybciej musiała się pozbierać, te myśli były niedobre, nie służyły jej, właściwie ją niszczyły. Trzeba było działać. Działać jak najszybciej. Działanie dawało ulgę i przywracało sprawczość, przywracało poczucie siebie. Przywracało, tak dobrze jej znane, zarządzanie życiem. Wiedziała co robić. Wiedziała co MUSI zrobić, aby przywrócić porządek w życiu. Jak najszybciej, zanim sprawy zajdą za daleko.

Kiedy ich wyśledziła, sprawa stała się prostsza niż sobie mogła wymarzyć, tak prosta jak oddychanie, jak kaszlnięcie. Nie miała wyboru. Musiała walczyć o swoje życie, o swoją twarz, swój honor, swoje dzieci, swój dom, swojego męża. Musiała zawalczyć o siebie.

To, co wydarzyło się potem, przerosło ją, przerosło jej wyobraźnię, przerosło wszystko, co do tej pory znała…. . 

Nie pozostało jej nic innego, jak odciąć się od niezrozumiałego kawałka jej życia. Nikt nie przewidział, że to odcięcie będzie się tłukło głuchym echem w kolejnych pokoleniach i pozostanie, jak cień, z jej rodem. Jak głuchy wyrzut sumienia, którego w sobie nie obudziła, albo którego nie miała.

Aż pojawi się ktoś, kto będzie umiał to zrozumieć, będzie umiał to przyjąć, i będzie umiał wybaczyć. Wszystkim.

                                                                Hrabina.